Daniel Jan Potocki

Prezes Zarządu Głównego Związku Szlachty Rzeczypospolitej

 

Związek Szlachty Zagrodowej

Debata wśród wielu organizacji kresowych na temat ludobójstwa wołyńskiego jest zdterminowana tym, co wydarzyło się od momentu okrutnej zbrodni. Zapomina się jednak, że podłoża przyczynowo-skutkowego należy szukać znacznie wcześniej. Nie mam na myśli wydarzeń z historii odległych od samej zbrodnii, w których można odnaleźć pewne zjawiska analogiczne, a które bywają napomknięte w niektórych opracowaniach kwestii wołyńskiej, ale zwracam uwagę, na krótki okres przedwojenny.

 

Jak wiadomo, szlachta w Polsce była zawsze obecna. Dzięki rycerstwu powstała Polska, przekształcona następnie przez rycerzy-szlachtę w Rzeczypospolitą Obojga Narodów. Okres PRL-u okrutnie zepsuł świadomość narodową Polaków, dlatego też wystarczy powrócić do naszych źródeł, źródeł polskości, patriotyzmu, aby odwrócić ten stan rzeczy. Tenże prawdziwy i szczery patriotyzm, należy tylko przypomnieć.

17 października 1937 we Lwowie miał miejsce Zjazd Szlachty na który przybyło około 4 tysięcy szlacheckich delegatów.

Wówczas podjęto decyzję o potrzebie powołania do życia Związku Szlachty Zagrodowej, który został oficjalnie powołany do życia na kolejnym zjeździe, 13 lutego 1938 roku w Przemyślu, który stał się siedzibą Związku.

Powołanie do życie tejże organizacji spotkało się z wielką aprobatą ze strony rządu polskiego, widzącego znaczący potencjał w nastawionej patriotycznie szlachcie. Wyrazem poparcia dla szlachty była obecność na przemyskim zjeździe wysokich rangą urzędników państwowych oraz oficerów. Warto wspomnieć, że działalność Związku wspierali i byli też obecni na Zjeździe Szlachty w Przemyślu, m.in genrałowie brygady: Janusz Głuchowski (będący także wiceministrem spraw wojskowych) i Wacław Scaevola-Wieczorkiewicz ( dowódca Okręgu Korpusu X w Przemyślu), wojewoda stanisławowski generał Stefan Pasławski, wicewojewoda lwowski Tadeusz Chmielewski oraz Zofia Kossak-Szczucka ( która podjęła liczne odczyty i działania wspierające Związek).

Ponadto z prośbą o przyjęcie w poczet członków Związku Szlachty Zagrodowej zwróciła się Maria Rodziewiczówna.

Podczas Zjazdu przyjęty został Statut Związku, zatwierdzony przez wojewodę lwowskiego. Powołono do życia Radę Naczelną oraz Zarząd Główny w Przemyślu, a także Zarządy Okręgowe w Tarnopolu i Stanisławowie. Prezesem Zarządu Głównego Związku został wybrany ksiądz pułkownik (dziekan Wojska Polskiego) Antonii Miodoński (1889- 1949), kapelana 5 Pułku Strzelców Podhalańskich. W 1939 roku Związek liczył już 41 tysięcy członków, a licząc członków wraz z rodzinami to ponad 530 tysięcy członków na Kresach południowo-wschodnich Rzeczypospolitej ! Generał Stefan Pasławski, wojewoda stanisławowski został Członkiem Honorowym Związku oraz jego Protektorem. Natomiast 24 czerwca 1938 roku głównym Protektorem Związku został Marszałek Edward Śmigły-Rzydz.

Od tego momentu rozpoczeła się krótka, ale bardzo intensywna działalność Związku Szlachty Zagrodowej, którego zadaniem była repolonizacja Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Związek prowadził biblioteki przy swoich Kołach. W związku z tym, z całego kraju zaczęły być przysyłane liczne książki od m.in Zofii Kossak- Szczuckiej, Marii Rodziewiczówny, Gustawa Morcinka, Kornela Makuszyńskiego, Ferdynanda Ossendowskiego, Wacława Sieroszewskiego, Zygmunta Nowakowskiego. Ferdynand Ossendowski był autorem dwóch książek o tematyce szlachty zagrodowej: Orły Podkarpackie oraz Pod Sztandarami Sobieskiego.

Zapomina się także, iż w tym okresie i w tym przypadku, miała miejsce tendencja odwrotna oddziaływania jednej kultury na drugą. Polakom zarzuca się jakoby narzucali swoją kulturę Ukraińcom. W przedstawionym przypadku, to drobna szlachta polska ulegała zruszczeniu, przyjmując obrządek wschodni i zatracając mowę ojczystą. Celem niniejszego artykułu nie jest ocena kwestii oddziaływania kultur i obrony jednej czy drugiej. Biorąc pod uwagę fakt, iż przenikanie kultur nie jest niczym złym, co więcej, jest czynnikiem budującym, a w przypadku wielokulturowej Rzeczypospolitej, szczególnie przedrozbiorowej, spoiwem wzajemnej tolerancji. Jednak w przypadku ukierunkowywania kultur na nacjonalizm o podłożu totalnym otrzymujemy całkowite wypaczenie systemu wartości i posłużenia się nimi w celach propagandy, co prowadzi do najgorszych sytuacji znanych z historii.

W XX wieku mieliśmy do czynienia ze "sławnymi" nacjonalizmami w postaci Niemiec czy Włoch , ale także Ukrainy.

Ukraiński nacjonalizm przybrał najgorszy charakter, już przed wybuchem wojny. Złą sławą okryła się tutaj Cerkiew greckokatolicka, która podejmowała liczne działania w celu ukrainizacji historycznych ziem Rzeczypospolitej.

Na jaw wyszedł proceder fałszowania metryk przez duchownych greckokatolickich. Władze polskie były zaniepokojone corocznym spadkiem liczby Polaków, a zaskakującym wzrostem liczby Ukraińców na terenach południowo-wschodnich. Sprawa "znikających Polaków" została wkrótce wyjaśniona. Okazało się, że problem tkwi w niewystarczającej liczbie kościołów katolickich na tych terenach. Gdy urodziło się dziecko, które na dodatek było słabego zdrowia, a najbliższy kościół był oddalony o wiele kilometrów, to chrzest następował w najbliższej świątyni, którą były właśnie cerkwie rozsiane znacznie gęściej. Pop miał obowiązkowo przekazać takie metryki do księdza katolickiego, ale zwlekał, czy nawet lekceważył. W związku z tym, liczba osób uznawanych za obywateli Ukrainy zaczęła wzrastać, a liczba Polaków spadać. Podjęcie działalności przez Związek Szlachty Zagrodowej miało na celu podjęcie akcji repolonizacji w każdym aspekcie. Drobna szlachta, bardzo liczna na tym obszarze, jak wspomniano, uległa zruszczeniu, a także schłopieniu, zapominając o tym, że posiada herb szlachecki. Sytuacja była bardzo trudna i niesamowicie skomplikowana, a podjęcie się przez Związek Szlachty Zagrodowej naprawy tego stanu rzeczy, napotkało paniczny opór ze strony cerkwi i ukraińskich nacjonalistów. Związek podjął szeroką działalność charytatywną, posiadał setki kół terenowych , a przy każdym zaczęto budować przedszkola, świetlice, kościoły. Organizowano kolonie i inne liczne wyjazdy dla młodzieży i dzieci w celu poznawania swojej Ojczyzny- Polski. W samym 1938 roku Związek Szlachty Zagrodowej zorganizował wyjazd wakacyjny dla około 9 tysięcy dzieci. Ponadto prowadzono kursy na pracowników pracy społecznej, kursy prowadzenia gospodarstwa domowego, koła rolnicze, pomagano przy zakładaniu sklepów, mleczarni i wielu innych przedsięwzięć. Same te przykłady i liczby są imponujące i świadczą o szerokiej działalności Związku, którego zadaniem była repolonizacja południowo-wschodniej Polski, przy użyciu nie siły, ale edukacji.

Tym samym Związek podjął się zwiększenia siły gospodarczej tego regionu, organizując również instytucje pożyczkowo-zapomogowe. Zwiększenie możliwości gospodarczych i ekonomicznych poprzez wprowadzenie nowych technologii prowadzić miało także do repolonizacji, gdyż tym samym zwiększała się świadomość społeczna i możliwości podniesienia standardu życiowego mieszkańców Kresów południowo-wschodnich. Te działania nie mogły spodobać się nacjonalistom, cerkwi oraz złej sławy arcybiskupowi Szeptyckiemu, którzy postanowił walczyć ze Związkiem Szlachty Zagrodowej. W tym celu podjęli się powołania do życia Ruchu Bojarów Ukraińskich, ale nie byli w stanie go zorganizować. Wobec tej słabości, rozpoczęto działalność terrorystyczną, dokonując napadów na członków Związku Szlachty Zagrodowej. Akty terroru nie są wyrazem siły, ale objawem największej słabości.

Nacjonaliści ukraińscy posunęli się nawet do zamordowania Prezesa Koła Związku Szlachty Zagrodowej w Chomczynie, w województwie stanisławowskim, Andrzeja Rozwadowskiego, nie wspominając już nawet podpaleń, których licznie dokonywali na własnościach szlacheckich. Pomimo tych trudności i zastraszania członków, Związek nie ugiął się w swojej misji, co wiecej podjął jeszcze aktywniejszą działalność.

W 1935 roku w Tuce nad Stryjem rozpoczęto wydawanie pisma pt. Pobudka, a sam tytuł nie był przypadkowy. Po tak długim czasie zaborów, w okresie dwudziestolecia międzywojennego Kresy były zacofane i zaspane, tym samym należało je obudzić z letargu. Pobudka jak sama nazwa wskazuje budziła do życia zaspanych mieszkańców Kresów południowo-wschodnich i miała im pokazać co dzieje się na świecie, co dzieje się w Polsce. Ale nie tylko, można było tam znaleźć liczne porady życiowe, przydatne każdemu człowiekowi. Wkrótce redakcję przeniesiono do Przemyśla, a od 1938 roku Pobudka została przejęta przez Związek Szlachty Zagrodowej, który wydawał czasopismo pod nazwą "Pobudka, Ilustrowany Dwutygodnik Związku Szlachty Zagrodowej". Tym samym Pobudka stała się najważniejszym pismem na Kresach południowo-wschodnich RP.

Szlachta polska była symbolem ciągłości państwa polskiego, wolności i demokracji, żywym symbolem naszej tożsamości narodowej. I ten symbol należało zniszczyć, aby mógł zaistnieć nacjonalizm ukraiński, banderyzm.

Istnienie Związku Szlachty było fundamentalnym elementem dla zachowania polskości Kresów południowo-wschodnich. Gdyby nie szlachta, to nie byłoby nigdy Polski na Kresach. Tym samym, należy zawsze mówić jasno i wyraźnie, przy omawianiu spraw kresowych, o szlachcie polskiej, o Związku Szlachty Zagrodowej, któremu należy się największy szacunek i wieczna pamięć. Związek niósł mieszkańcom Kresów południowo-wschodnich rzeczywistą i konkretną pomoc, ale co równie ważne, także nadzieję i radość. O czym świadczy poniższy tekst opublikowany w Pobudce , 6 marca 1939 roku, pt. Polska na Podolu :

"Kiedy nasz Prezes, Ksiądz Dziekan Pułkownik Antonii Miodoński, objeżdżał Koła Z.S.Z. w wojew. tarnopolskim, członkowie Związku witali go wszędzie uroczyście. Na granicach gromad wznoszono bramy tryumfalne, banderie szlacheckie przeprowadzały go od wsi do wsi, a młodzież urządzała w świetlicach okolicznościowe przedstawienia. W ten sposób Brać szlachecka okazywała swoją radość z przyjazdu owego Prezesa, swoje zrozumienie dla idei Związku i przywiązanie do Polski. Z nader obfitym programem uroczystości świetlicowej, złożonym z żywych obrazów, tańców i inscenizacyj, wystąpiło Koło w Rydodubach (pow, czortkowski). Podajemy wyjątek z jednej inscenizacji jako piękny przykład rodzimej twórczości szlacheckiej.

Polska: Jam Polską waszą, cudem zmartwychwstałą,
Waszą Ojczyzną w wolności koronie...
Przychodzę wizją purpurowo-białą,
Do was tęskniące wyciągnąwszy dłonie!
Jam przecież dla was najlepszą królową...
Mówcie, czy twarz ma cieszy was ogromnie?-
Co to? Mówicie jakąś obcą mową?
Czyżli ja jestem w innej – cudzej ziemi...
A może śniłam i jestem w niewoli ?
Bo czemu do mnie słowami obcymi
Mówicie teraz? Jak mnie serce boli!...
Ludu mój, ludu - cóżem uczyniła.
Żeś ty się wyparł mojej słodkiej mowy,
Jam cię wszak chlebem i mlekiem karmiła.
A ty mnie w bólu zakuwasz okowy!?
Przyszłam dziś do was na dowód istnienia,
O dzieci drogie – rodzie orłów sławny...
Lecz wy mojego nie znacie imienia,
Każde z was, niby ów syn marnotrawny!
Więc jeśli dla was już matką nie jestem,
To hen w świat pójdę, gdzie słońce nie świeci,
I płacząc powiem, z rąk rozpacznym gestem.
Żem Polska, która utraciła dzieci!...

Głos dziewczyny: O Matko nasza, o Ojczyzno luba,
Sciszysz swe skargi, kiedy Ci obwieszczę,
Że my Ci wierni tutaj w Rydodubach...

Polska: Jakam szczęśliwa! Mam tu dzieci jeszcze!...

W tym samym numerze została ukazana postać Arcybiskupa Szeptyckiego... w podtytule: Bądźcie miłosierni!...

"Każdy uczciwy człowiek stara się, aby w czasie zimowym ulżyć cierpiącej braci i złożyć grosz na pomoc zimową. Na czele tej akcji stanął Pan Prezydent Ignacy Mościcki i swą powagą zdziałał to, że wiele potrzeb biednych dzieci i bezrobotnych, bez różnicy narodowości i obrządku, zostało zaspokojonych. Przed paru dniami odbyła się w Sejmie polskim ciekawa debata na ten temat. Oto Ukraińcy z Małopolski Wsch.. którzy prawie nic nie złożyli na pomoc zimową, korzystają z tej pomocy 3 razy więcej jak Polacy.
Co ciekawsze, to ta niemiła okoliczność, którą wobec całego Sejmu ogłosił poseł Żyborski, że sam książę Cerkwi, metropolita hr. Andrzej Szeptycki nie dał ani grosza na biednych w pomocy zimowej ze swoich olbrzymich dóbr.
A przecież głośno się mówi, że na różne cele nie mające nic wspólnego z miłosierdziem chrześcijańskim idą miliony. Jak to nazwać?"

Związek Szlachty Zagrodowej był pierwszą organizacją przeciwstawiającą się agresywnym działaniom nacjonalistów ukraińskich. Tym samym szlachta polska stała się jedynym efektownym zaporem dla chorej ideologii. Wybuch wojny spowodował zagładę największego obrońcy Kresów- Związku Szlachty Zagrodowej. Wobec jego braku, nacjonaliści ukraińscy mieli wolną rękę w przeprowadzeniu eksterminacji ludności polskiej, znanej jako ludobójstwo.

Bardzo przykry jest fakt, iż niemal wogóle nie mówi się na temat tak znaczącej i wielkiej, nie tylko liczbą, ale przede wszystkim duchem, organizacji, która tak długo jak istniała, broniła Polski przed ukraińskim nacjonalizmem. W ostatnim czasie pojawia się wiele publikacji naukowych na temat ludobójstwa wołyńskiego, ale niestety, autorzy nie podejmują tematu czołowej organizacji, która wywarła wielki wpływ na Kresy.

Wobec tego, możemy wyrazić tylko nadzieję, że działalność Związku Szlachty Zagrodowej stanie się tematem wielu publikacji naukowych, a historycy w sposób rzetelny podjemą badania przedstawiające nie tylko skutek- ludobójstwo, ale także zasługi szlachty polskiej zmierzające do uniemożliwienia rozwoju agresywnego ukraińskiego nacjonalizmu.